- Uh hej - Popatrzyłam z niedowierzaniem na Jai'a i Ariane. Wszystko zatrzymało się. Nie mogłam nic z siebie wydusić.
- Cześć bracie. - Usłyszałam głos Beau za mną - Iiii cześć Ariana. - Wyciągnął do niej ręke a ta szybko uśmiechnęła się i odwzajemniła uścisk. Tak, pewnie, zachwycajcie się panią z Ameryki, a mnie zostawcie na ziemi. Idźcie, nie przejmujcie sie mną.
- Co wy robiliście? - Powiedział tym razem Jai, kucając przede mną i podając mi rękę. Położyłam swoją dłoń na jego, powoli wstałam i otrzepałam się.
- Aż tak bardzo Cie to interesuje? Lepiej powiedz co Tu robicie... Razem... I Ariana.
- No tak, jak widać Ari przyleciała z LA. Chciałem jej pokazać Melbourne i wam ją przedstawić. - Odpowiedział, biorąc czerwono włosą za ręke i uśmiechając się do niej. Oh, jak słodko. Czyż oni nie są cudowni?Ahh, ten mój sarkazm. Dobry przyjaciel każdego człowieka.
- To świetnie.
- A, Sam to jest Ariana, Ariana to jest Sam. - W końcu (chyba, bo nie jestem pewna czy chciałam ją poznać) pan Brooks raczył nas siebie poznać.
- Hej, dużo o Tobie słyszałam. - Powiedziała tak szybko, że prawie nie zrozumiałam co powiedziała.
- Um, tak hej. Ja o Tobie nie musiałam dużo słyszeć. - Wymamrotałam dziwnie, wyciągając ręke.
- To może chodźmy do nas? - Kilku sekundową ciszę przerwał Beau.
- Sory, ale ja nie mogę. Powinnam już być w domu.
- Sam, mogę z Tobą chwile pogadać? - Jai podszedł bliżej mnie, patrząc mi w oczy.
- Nie no... Tak... Jasne. - Zaczęłam cicho. Poczułam jak kładzie ręke na moich plecach, popychając mnie lekko do przodu.
- Co się dzieje?
- Co? A co ma sie dziać? Nic się nie dzieje... Wszystko jest ok... O czym Ty w ogóle mówisz?
- Przecież widze. Nie jestem ślepy. - Stanął na przeciwko mnie tak blisko że chciałam uciec.
- No to właśnie chyba jesteś ślepy, bo wszystko jest normalne? Pewnie za dużo Ameryki i już Ci do głowy odbija.
- Słucham?
- Um... Taki żart... No nie? - Próbowałam rozluźnić atmosferę, widząc, że Jai wziął wszystko aż za poważnie.
- Ok. Ale jak coś będzie źle, masz mi powiedzieć, jasne? Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi i nic tego nie zmieni. - Jesteś pewny?
- Tak, oczywiście. - Powiedziałam, wymuszając uśmiech.
- Dobra, chodźmy już, bo Beau jeszcze mi zabierze dziewczyne - Chłopak zaczął się śmiać ze swojego żartu, który wcale mnie nie rozbawił.
- Alee... Ja musze wracać.
- Ej, Ariana dopiero przyleciała. Musicie się lepiej poznać.
- Zobaczymy się jutro. Ok?
- Uh, no dobra. To do zobaczenia.
- Tak, pa. - Odpowiedziałam, gdy on cmoknął mnie lekko w policzek. Um, co to było? Nigdy nie robił czegoś takiego, a jeszcze teraz ma dziewczynę...
Ruszyłam w stronę domu do którego było około 10 min. Jak zwykle się spóźnie, ale przynajmniej mam wymówkę. No i w końcu mogłam pomyśleć. W spokoju. Bez żadnych rozmów, szkoły, rodziców...
Pierwsza myśl która mi weszła do głowy to... Jai. Oczywiście, że on. A razem z nim Ariana. Było mi strasznie trudno patrzeć na nich razem. Uśmiechniętych. Szczęśliwych. Czułam jak powoli zaczynałam go nienawidzić. Może to prawda, że nie warto zakochiwać się w swoich znajomych? Nie mogłam znaleźć kogoś innego? Jest tylu chłopaków... W szkole... Nie no, teraz już przesadziłam. W szkole są sami idioci. Przed pójściem spać pomodlę się do Boga, żeby zesłał kogoś nowego i normalnego do szkoły. Oczywiście mam na myśli kogoś płci przeciwnej.
Dziwnie szybko dotarłam do domu. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam rodziców oglądających telewizję.
- Przepraszam za spóźnienie. - Zaczęłam.
- Oh kochanie, nie musisz się przejmować. Dzwoniła do nas Gina i mówiła że właśnie co przyleciała nowa dziewczyna Jai'a. To wspaniale, prawda? - Moja mama odwróciła do mnie głowę.
- Tak, oczywiście, Ariana jest ładną i utalentowaną dziewczyną. - Wypaliłam szybko.
- Poznałyście się?
- No właśnie dlatego się spóźniłam.
- Ah, ok. Idź się pouczyć i do spania. Jutro szkoła.
- Tsa... No to dobranoc. - Powiedziałam i zaczęłam wychodzić po schodach.
- Śpij dobrze. - Usłyszałam ciche odpowiedzi rodziców gdy wchodziłam do swojego pokoju.
Zamknęłam drzwi i oparłam się o nie. Powoli wypuściłam powietrze, chcąc żeby to wszystko się skończyło. Kiedyś lubiłam Ariane. I to bardzo. Ale odkąd dowiedziałam się że jest coś pomiędzy nią a Jai'em... Wszystko się zmieniło.
Ok, dzisiaj lekcje sobie odpuscze. Może uda mi się coś zrobić na przerwach. Miejmy nadzieję.
Wyjęłam z szafy piżamę, szybko przebrałam sie w pokoju, nie mając sił iść do łazienki. Klęknęłam przy łóżku i położyłam ręce na kołdrze, składają swoje dłonie razem. Jestem chrześcijanką, ale nie modle się zbyt często. Czasami chodzę z rodziną do kościoła. Lubie kościół. Jedyne miejsce w którym nikt nie ma prawa przerwać Ci w Twoich myślach.
Zaczęłam wymieniać prośby do Boga ale i dziękować mu za wszystko co mam. Oczywiście, nieodłącznym było, żeby poprosić go, żeby dajmy na to jutro w szkole pojawił się mega przystojny brunet z piwnymi oczami... Z góry Boże, dziękuje.
Przeżegnałam się i weszłam pod kołdrę. Ostatni raz spojrzałam na telefon i zasnęłam.
~
loooooool, przypadkowo weszłam tutaj, patrze, a tam nowy komentarz, haha. ale fajnie, coś takiego widzieć. no i postanowiłam że napisze nowy rozdział. czy będzie kolejny, nie wiem. jak bd komentarze, wejścia czy coś, to pewnie tak. z góry fajnie było zobaczyć ten komentarz :)
NO I PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY.
i just love you, ok?
poniedziałek, 13 maja 2013
wtorek, 12 marca 2013
ROZDZIAŁ 2
-Sam... Saam! - Czyżby ktoś mnie wołał? -Nie masz nic innego do roboty tylko spanie? - Tak... Cześć mamusiu. Też Cie kocham.
-Byłam zmęczona... - Odpowiedziałam ziewając.
-No dobrze, masz gościa. - I wtedy do pokoju wszedł starszy Brooks.
-Ooo, hej - Wstałam i od razu miłe powitanie.
-Cześć mała. Co tam?
-Zadajesz głupie pytania... - Poklepałam miejsce koło siebie, dając chłopakowi znak, żeby koło mnie usiadł.
-Czemu głupie? Normalne.
-No właśnie. W tym sens.
-O co ci znowu chodzi? Zawsze masz jakieś wąty. Nie możemy normalnie pogadać?
-Ejjj, spokojnie, żartowałam. Co ty taki nie w humorze? Stało się coś?
-Niee. Tak tylko mnie coś bierze chyba. Zaraziłem się gdzieś pewnie... Tyle.
-Przecież widze. Nie musisz udawać.
-Noooo too... Jai.
-Co Jai?
-No wiemy, że ty w nim sie tam... ten... no wiesz o co chodzi...
-Tak... I? - Kompletnie nie wiedziałam do czego zmierza. O tym, że podkochuje się w bliźniaku, wiedział tylko Beau i Daniel, a zawsze mówiłam im, żeby nigdy do tego nie wracali.
-I wiesz też że jemu podoba się Ariana... i że troche ze sobą pisali...
-Nom...
-Właśnie ona... to znaczy oni... tak jakby... razem. Są. - Razem? Brooks i Grande razem? To jest jakiś żart? Przecież oni mieszkają na dwóch różnych kontynentach... Nigdy nie widzieli się na żywo... Piszą ze sobą kilka miesięcy... Czułam jak łzy cisną mi się do oczu.
-Prosze, tylko nie płacz. Jai to mój brat, kocham go, ale za coś takiego mógłbym go zabić.
-Nie mów tak - Mówiłam już z płaczem - To nie jego wina. Ari zawsze mu się podobała, zawsze chciał z nią być. Jest milion innych chłopaków na świecie. Jakoś to przeżyje, tak? - Powiedziałam jednocześnie płacząc i śmiejąc się. Beau widząc to przytulił mnie i nie puszczał na kilka minut. Przyznam, nigdy nie czułam się tak jak teraz. Z jednej strony załamana, a z drugiej wiedziałam, że jestem coś warta, że mam kogoś kto mnie zawsze pocieszy. W końcu chłopak puścił mnie i zapytał radośnie
-To może pojedziemy coś zjeść?
-Jasne - Odpowiedziałam, przecierając nos husteczką. - To poczekaj w kuchni, ja się przebiorę.
-Ok - Beau wyszedł a ja szybko wzięłam zielony sweter i szare dresy.
Po chwili byłam już gotowa.
-Możemy iść. - Powiedziałam ruszając w strone drzwi,
-A ty gdzie?- Usłyszałam głos mamy.
-Coś zjeść. Mogę? Będe za 20 minut. - Podeszłam do niej i popatrzyłam oczami nie szczeniaka a głupiego konia, jak to mówi mój tata.
-20 minut. - Odpowiedziała, a ja pocałowałam ją w policzek
-Dziękuje. Chodźmy. - Wyszłam i usłyszałam jeszcze jak chłopak mówi do widzenia i zamyka drzwi.
-A może chodźmy po prostu się przejść? - Zapytał Beau obejmując mnie ręką.
-Może być. - I ruszyliśmy do przodu.
-Jak myślisz, kiedy się spotkają? - Powiedziałam spuszczając wzrok.
-Kto?
-Jai i Ariana.
-Musisz o nich myśleć? Patrz jaka piękna pogoda! Czyż nie cudownie jest mieszkać w tak malowniczej Australii? W tak zaczarowanym miejscu jak Melbourne? Słyszysz jak ptaki ćwierkają? Widzisz te niezwykłe kwiaty? Ich różnorodność? Bóg ma talent. - Zaczęłam się śmiać jak opętana. Na szczęście tym razem nie było wokół nas żadnych ludzi. Za to kocham tego chłopaka. Może rozśmieszyć nawet człowieka w żałobie.
-Przestań, haha,
-Co przestań? Nie ma przestań! W końcu się uśmiechnęłaś.
-Z tobą można się tylko śmiać. Nie dziw się.
-Ohh, nie przesadzaj. Bo się zarumienie... Nie wiem co powiedzieć... A może zatańczymy?
-Coo? Nie umiem...
-To chodź, naucze cie! - I wziął mnie za ręce. Myślałam, że pękne ze śmiechu.
Zaczął próbować tańczyć ze mną jakiś walc angielski, ale marnie mu to wychodziło.
-A teraz, mój popisowy numer! - Powiedział. I śpiewając, zakręcił mną tak, że wpadłam na jakiegoś chłopaka. Nie widziałam jego twarzy, lecz jak popatrzyłam w górę i zobaczyłam kto to jest i z KIM jest, osłupiałam.
No tak, oto popisowy numer Beau. Jak zwykle...
~
prosze. chciałam akcje rozkręcić później, ale, że wy jesteście niecierpliwi, trochę to przyspieszyłam :) mam nadzieję, że się spodobał :3
+ KOMENTUJCIE, PISZCIE CO WAM SIĘ NIE PODOBA, CO PODOBA. chce znać wasze zdanie i chce wiedzieć czy wgl ktoś to czyta.
+ postanowiłam, że rozdziały nie będe dodawać co tydzień. będą możliwe 2 razy w tygodniu :3
-Byłam zmęczona... - Odpowiedziałam ziewając.
-No dobrze, masz gościa. - I wtedy do pokoju wszedł starszy Brooks.
-Ooo, hej - Wstałam i od razu miłe powitanie.
-Cześć mała. Co tam?
-Zadajesz głupie pytania... - Poklepałam miejsce koło siebie, dając chłopakowi znak, żeby koło mnie usiadł.
-Czemu głupie? Normalne.
-No właśnie. W tym sens.
-O co ci znowu chodzi? Zawsze masz jakieś wąty. Nie możemy normalnie pogadać?
-Ejjj, spokojnie, żartowałam. Co ty taki nie w humorze? Stało się coś?
-Niee. Tak tylko mnie coś bierze chyba. Zaraziłem się gdzieś pewnie... Tyle.
-Przecież widze. Nie musisz udawać.
-Noooo too... Jai.
-Co Jai?
-No wiemy, że ty w nim sie tam... ten... no wiesz o co chodzi...
-Tak... I? - Kompletnie nie wiedziałam do czego zmierza. O tym, że podkochuje się w bliźniaku, wiedział tylko Beau i Daniel, a zawsze mówiłam im, żeby nigdy do tego nie wracali.
-I wiesz też że jemu podoba się Ariana... i że troche ze sobą pisali...
-Nom...
-Właśnie ona... to znaczy oni... tak jakby... razem. Są. - Razem? Brooks i Grande razem? To jest jakiś żart? Przecież oni mieszkają na dwóch różnych kontynentach... Nigdy nie widzieli się na żywo... Piszą ze sobą kilka miesięcy... Czułam jak łzy cisną mi się do oczu.
-Prosze, tylko nie płacz. Jai to mój brat, kocham go, ale za coś takiego mógłbym go zabić.
-Nie mów tak - Mówiłam już z płaczem - To nie jego wina. Ari zawsze mu się podobała, zawsze chciał z nią być. Jest milion innych chłopaków na świecie. Jakoś to przeżyje, tak? - Powiedziałam jednocześnie płacząc i śmiejąc się. Beau widząc to przytulił mnie i nie puszczał na kilka minut. Przyznam, nigdy nie czułam się tak jak teraz. Z jednej strony załamana, a z drugiej wiedziałam, że jestem coś warta, że mam kogoś kto mnie zawsze pocieszy. W końcu chłopak puścił mnie i zapytał radośnie
-To może pojedziemy coś zjeść?
-Jasne - Odpowiedziałam, przecierając nos husteczką. - To poczekaj w kuchni, ja się przebiorę.
-Ok - Beau wyszedł a ja szybko wzięłam zielony sweter i szare dresy.
Po chwili byłam już gotowa.
-Możemy iść. - Powiedziałam ruszając w strone drzwi,
-A ty gdzie?- Usłyszałam głos mamy.
-Coś zjeść. Mogę? Będe za 20 minut. - Podeszłam do niej i popatrzyłam oczami nie szczeniaka a głupiego konia, jak to mówi mój tata.
-20 minut. - Odpowiedziała, a ja pocałowałam ją w policzek
-Dziękuje. Chodźmy. - Wyszłam i usłyszałam jeszcze jak chłopak mówi do widzenia i zamyka drzwi.
-A może chodźmy po prostu się przejść? - Zapytał Beau obejmując mnie ręką.
-Może być. - I ruszyliśmy do przodu.
-Jak myślisz, kiedy się spotkają? - Powiedziałam spuszczając wzrok.
-Kto?
-Jai i Ariana.
-Musisz o nich myśleć? Patrz jaka piękna pogoda! Czyż nie cudownie jest mieszkać w tak malowniczej Australii? W tak zaczarowanym miejscu jak Melbourne? Słyszysz jak ptaki ćwierkają? Widzisz te niezwykłe kwiaty? Ich różnorodność? Bóg ma talent. - Zaczęłam się śmiać jak opętana. Na szczęście tym razem nie było wokół nas żadnych ludzi. Za to kocham tego chłopaka. Może rozśmieszyć nawet człowieka w żałobie.
-Przestań, haha,
-Co przestań? Nie ma przestań! W końcu się uśmiechnęłaś.
-Z tobą można się tylko śmiać. Nie dziw się.
-Ohh, nie przesadzaj. Bo się zarumienie... Nie wiem co powiedzieć... A może zatańczymy?
-Coo? Nie umiem...
-To chodź, naucze cie! - I wziął mnie za ręce. Myślałam, że pękne ze śmiechu.
Zaczął próbować tańczyć ze mną jakiś walc angielski, ale marnie mu to wychodziło.
-A teraz, mój popisowy numer! - Powiedział. I śpiewając, zakręcił mną tak, że wpadłam na jakiegoś chłopaka. Nie widziałam jego twarzy, lecz jak popatrzyłam w górę i zobaczyłam kto to jest i z KIM jest, osłupiałam.
No tak, oto popisowy numer Beau. Jak zwykle...
~
prosze. chciałam akcje rozkręcić później, ale, że wy jesteście niecierpliwi, trochę to przyspieszyłam :) mam nadzieję, że się spodobał :3
+ KOMENTUJCIE, PISZCIE CO WAM SIĘ NIE PODOBA, CO PODOBA. chce znać wasze zdanie i chce wiedzieć czy wgl ktoś to czyta.
+ postanowiłam, że rozdziały nie będe dodawać co tydzień. będą możliwe 2 razy w tygodniu :3
piątek, 8 marca 2013
ROZDZIAŁ 1
-Wstawaj! - Usłyszałam chłopięcy głos - Dzisiaj poniedziałek!
Niestety. Kolejny dzień trzeba będzie spędzić w tym przytułku dla obłąkanych. Jednak czasami lubie tam chodzić. Szczególnie na zajęcie muzyczne. Pani Coleman jest bardzo miła i utalentowana. Czasem jest jakby naszym psychologiem. Nawet nie wiem czy może tego nie studiowała... No ale, zawsze możemy do niej podejść i porozmawiać.
Jak zwykle nie miałam siły wstać z tego mięciutkiego łóżeczka, ale żeby mieć to za sobą, szybko ogarnęłam się, ubrałam w pierwsze lepsze rzeczy i zeszłam na dół.
-Cześć - Powitałam krzątającą się po kuchni mame.
-No hej, hej. Jedz szybko śniadanie, dzisiaj ja was zawiozę do szkoły. - Odpowiedziała.
-Nie idziesz do pracy?
-Ymm... Gdzie są te papiery?! - Zaczęła denerwować się i mruczeć coś pod nosem. Wtedy wiedziałam już, że nie warto dalej zadawać jej pytań. Wdrążyła sie już w ten swój świat pracy.
Zjadłam leżące na blacie kanapki, wzięłam braci i wsiedliśmy do samochodu. Po chwili za kierownicą usiadła nasza opiekunka.
-Sam, pójdziesz z chłopcami do domu? Kończę później i nie będę miała jak ich odebrać ze świetlicy. - Zwróciła się do mnie.
-Ale... - Chwilę się zastanowiłam i pomyślałam, że jeden raz mnie nie zbawi - No dobrze.
-Dzięki. - Odpowiedziała i ruszyła autem.
Po 15 minutach byliśmy pod naszą wielką szkołą. Pożegnaliśmy się z mamą i wysiedliśmy. Chłopcy na szczęście zobaczyli swoją wychowawczynię i nie musiałam ich odprowadzać do klasy. Pewnie znowu bym się zgubiła. Współczuje tym dzieciom. Muszą więcej przejść niż my, którzy mamy sale pod nosem... Te schody i...
-No heej. - Ktoś oderwał mnie od rozmyśleń. Odwróciłam się i zobaczyłam James'a.
-Oo, cześć. Jak tam? Żyjesz po weekendzie?
-Pf, no jasne. - Powiedział i wziął mnie pod ramie. - To raczej z tamtymi coś nie tak.
-Aż tak ostro? Jeszcze powiedz, że znowu robili 'drunk twitcam'a'?
-No wiesz... - Zerknął na mnie kątem oka i zaczęliśmy się śmiać.
-A wam co tak wesoło? - Zobaczyliśmy chyba jeszcze na kacu Luke'a.
-Aa, nie. Nic. - Wymamrotał James.
-Hahahaha, o boże. Jak sie czujesz? - Zaczęłam się śmiać.
-To nie jest śmieszne. - Mruknął oschle.
-Jak dla kogo, hahahaha.
-Zamiast się śmiać to byś mnie pocieszyła, albo kupiła mi coś do jedzenia, albo do picia... Nie najlepiej się czuje... - Zaczął udawać. To nie było trudne to wykrycia.
-Przytulić?
-No jakbyś mogła... Kręci mi się w głowie... - Z śmiechem podeszłam do niego, uścisnęłam i przejechałam kilka razy ręką po jego plecach.
-Lepiej?
-Nawet nie wiesz jak!
-No wiem. Ma się to coś - W końcu usłyszeliśmy dzwonek. - A w ogóle too... Co z Jai'em?
-Chory. - Powiadomił mnie Luke. U niego chory, to zapewne 'nie chce mi się iść do szkoły, posiedze na twitterze, posłucham muzyki, pośpie' Ogólnie udawanie. Nawet nie wiem jak ich mama może nie zauważyć jak oni ją okłamują. Zdecydowanie mają za dobrze. Moja nawet jak jestem chora karze mi wstawać. Dlatego ja, mądra córeczka mam najwyższą frekwencje.
-Gdzie James? - Zapytałam.
-A jak myślisz? Dzwonek był... Lekcja jest...
-Em... Chodźmy. - Szybkim krokiem ruszyłam z chłopakiem do klasy.
Pierwsza matematyka. Jakoś przetrwam.
***
Po 6 godzinach spędzonych w szkole jak zwykle mam dość. A jeszcze cały tydzień przede mną...
-To co, idziemy gdzieś? - Podszedł do mnie Luke z James'em
-Jasne!
-Chodźmy do mac'a może? - Zaproponował Jamzi.
-A ty jak zwykle o jedzeniu. Poruszałbyś się a nie. Ciągle tylko żarcie i żarcie... - Zaczął Luke.
-Co? Spadaj! - I zaczęli się 'bić'. Nie mogłam przestać się śmiać, a ludzie na ulicy patrzyli na nas jak na chorych umysłowo.
W pewnej chwili przypomniałam sobie, że miałam wrócić z braćmi do domu. No to nici z wypadu.
-Ej, chłopaki. - Próbowałam ich rozdzielić. - Nie moge iść. Muszę zaprowadzić Max'a i Robbiego do domu.
-Too... Może pójdziemy z Tobą? - Powiedział Brooks
-Spoko. - Szybko pobiegłam po chłopców i ruszyliśmy na przód. Na szczęście to nie było dużym problemem dla chłopaków, bo mieszkali kilka domów ode mnie.
Po drodze pełnej rozmów i śmiania się doszliśmy na miejsce.
-Chłopcy do domu - Powiedziałam a oni od razu wykonali mój rozkaz.
-Wow. Nawet Cię słuchają - Odparł Luke
-No wiesz. Trzeba sobie jakoś ułatwiać życie.
-Haha, muszę tak zrobić z Jai'em i Beau... Dobra lecimy. Trzeba zaopiekować się biednym braciszkiem.
-Haha, ok ok. - Pomachałam im, a oni mnie. - Pozdrówcie go ode mnie!
Nareszcie dom. Weszłam, rzuciłam torbę na sofe i poszłam do swojego pokoju. Dzisiaj jakoś szczególnie byłam zmęczona, chociaż nie było aż takich strasznych lekcji. Ale jednak nie mając na nic siły rzuciłam się na łóżko.
~
no i jest. mało ciekawy według mnie, ale w następnych rozdziałach będzię się dziać więcej.
posty będe dodawać co tydzień w piątek.
jeżeli mam kogoś informować o nowych rozdziałach, piszcie :3
Niestety. Kolejny dzień trzeba będzie spędzić w tym przytułku dla obłąkanych. Jednak czasami lubie tam chodzić. Szczególnie na zajęcie muzyczne. Pani Coleman jest bardzo miła i utalentowana. Czasem jest jakby naszym psychologiem. Nawet nie wiem czy może tego nie studiowała... No ale, zawsze możemy do niej podejść i porozmawiać.
Jak zwykle nie miałam siły wstać z tego mięciutkiego łóżeczka, ale żeby mieć to za sobą, szybko ogarnęłam się, ubrałam w pierwsze lepsze rzeczy i zeszłam na dół.
-Cześć - Powitałam krzątającą się po kuchni mame.
-No hej, hej. Jedz szybko śniadanie, dzisiaj ja was zawiozę do szkoły. - Odpowiedziała.
-Nie idziesz do pracy?
-Ymm... Gdzie są te papiery?! - Zaczęła denerwować się i mruczeć coś pod nosem. Wtedy wiedziałam już, że nie warto dalej zadawać jej pytań. Wdrążyła sie już w ten swój świat pracy.
Zjadłam leżące na blacie kanapki, wzięłam braci i wsiedliśmy do samochodu. Po chwili za kierownicą usiadła nasza opiekunka.
-Sam, pójdziesz z chłopcami do domu? Kończę później i nie będę miała jak ich odebrać ze świetlicy. - Zwróciła się do mnie.
-Ale... - Chwilę się zastanowiłam i pomyślałam, że jeden raz mnie nie zbawi - No dobrze.
-Dzięki. - Odpowiedziała i ruszyła autem.
Po 15 minutach byliśmy pod naszą wielką szkołą. Pożegnaliśmy się z mamą i wysiedliśmy. Chłopcy na szczęście zobaczyli swoją wychowawczynię i nie musiałam ich odprowadzać do klasy. Pewnie znowu bym się zgubiła. Współczuje tym dzieciom. Muszą więcej przejść niż my, którzy mamy sale pod nosem... Te schody i...
-No heej. - Ktoś oderwał mnie od rozmyśleń. Odwróciłam się i zobaczyłam James'a.
-Oo, cześć. Jak tam? Żyjesz po weekendzie?
-Pf, no jasne. - Powiedział i wziął mnie pod ramie. - To raczej z tamtymi coś nie tak.
-Aż tak ostro? Jeszcze powiedz, że znowu robili 'drunk twitcam'a'?
-No wiesz... - Zerknął na mnie kątem oka i zaczęliśmy się śmiać.
-A wam co tak wesoło? - Zobaczyliśmy chyba jeszcze na kacu Luke'a.
-Aa, nie. Nic. - Wymamrotał James.
-Hahahaha, o boże. Jak sie czujesz? - Zaczęłam się śmiać.
-To nie jest śmieszne. - Mruknął oschle.
-Jak dla kogo, hahahaha.
-Zamiast się śmiać to byś mnie pocieszyła, albo kupiła mi coś do jedzenia, albo do picia... Nie najlepiej się czuje... - Zaczął udawać. To nie było trudne to wykrycia.
-Przytulić?
-No jakbyś mogła... Kręci mi się w głowie... - Z śmiechem podeszłam do niego, uścisnęłam i przejechałam kilka razy ręką po jego plecach.
-Lepiej?
-Nawet nie wiesz jak!
-No wiem. Ma się to coś - W końcu usłyszeliśmy dzwonek. - A w ogóle too... Co z Jai'em?
-Chory. - Powiadomił mnie Luke. U niego chory, to zapewne 'nie chce mi się iść do szkoły, posiedze na twitterze, posłucham muzyki, pośpie' Ogólnie udawanie. Nawet nie wiem jak ich mama może nie zauważyć jak oni ją okłamują. Zdecydowanie mają za dobrze. Moja nawet jak jestem chora karze mi wstawać. Dlatego ja, mądra córeczka mam najwyższą frekwencje.
-Gdzie James? - Zapytałam.
-A jak myślisz? Dzwonek był... Lekcja jest...
-Em... Chodźmy. - Szybkim krokiem ruszyłam z chłopakiem do klasy.
Pierwsza matematyka. Jakoś przetrwam.
***
Po 6 godzinach spędzonych w szkole jak zwykle mam dość. A jeszcze cały tydzień przede mną...
-To co, idziemy gdzieś? - Podszedł do mnie Luke z James'em
-Jasne!
-Chodźmy do mac'a może? - Zaproponował Jamzi.
-A ty jak zwykle o jedzeniu. Poruszałbyś się a nie. Ciągle tylko żarcie i żarcie... - Zaczął Luke.
-Co? Spadaj! - I zaczęli się 'bić'. Nie mogłam przestać się śmiać, a ludzie na ulicy patrzyli na nas jak na chorych umysłowo.
W pewnej chwili przypomniałam sobie, że miałam wrócić z braćmi do domu. No to nici z wypadu.
-Ej, chłopaki. - Próbowałam ich rozdzielić. - Nie moge iść. Muszę zaprowadzić Max'a i Robbiego do domu.
-Too... Może pójdziemy z Tobą? - Powiedział Brooks
-Spoko. - Szybko pobiegłam po chłopców i ruszyliśmy na przód. Na szczęście to nie było dużym problemem dla chłopaków, bo mieszkali kilka domów ode mnie.
Po drodze pełnej rozmów i śmiania się doszliśmy na miejsce.
-Chłopcy do domu - Powiedziałam a oni od razu wykonali mój rozkaz.
-Wow. Nawet Cię słuchają - Odparł Luke
-No wiesz. Trzeba sobie jakoś ułatwiać życie.
-Haha, muszę tak zrobić z Jai'em i Beau... Dobra lecimy. Trzeba zaopiekować się biednym braciszkiem.
-Haha, ok ok. - Pomachałam im, a oni mnie. - Pozdrówcie go ode mnie!
Nareszcie dom. Weszłam, rzuciłam torbę na sofe i poszłam do swojego pokoju. Dzisiaj jakoś szczególnie byłam zmęczona, chociaż nie było aż takich strasznych lekcji. Ale jednak nie mając na nic siły rzuciłam się na łóżko.
~
no i jest. mało ciekawy według mnie, ale w następnych rozdziałach będzię się dziać więcej.
posty będe dodawać co tydzień w piątek.
jeżeli mam kogoś informować o nowych rozdziałach, piszcie :3
czwartek, 7 marca 2013
PROLOG
Znam chłopaków od urodzenia. Tak, chłopaków z Janoskians. Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi. Może i wydaje sie to dziwne, ale naprawde tak jest. O mnie wiedzą tylko znajomi, szkoła, rodzina. Fanki nie. I to w tym wszystkim jest najlepsze. Gdyby wiedziały, że w życiu chłopców jest dziewczyna, zapewne poleciałyby na mnie hejty. Tak samo nie piszemy do siebie na twitterze czy facebook'u, bo każdy wie jak to by sie skończyło. Dlatego siedzę cicho. Jest dobrze tak jak jest.
Mieszkamy niedaleko siebie i spotykamy się prawie codziennie, z każdą chwilą staje się taka jak oni. Zawsze mogą podejść do mnie i pogadać w damskiej sprawie, a ja do nich, w męskiej. Uwielbiam ich za wszystko. Są świetnymi przyjaciółmi i dziękuję Bogu, że ich mam.
~
tak więc, oto prolog. krótki, ale zaraz powinien pojawić się pierwszy rozdział :) (chyba że bd to czytać tylko jedna czy dwie osoby)
jeżeli ci się spodobało lub bd czytać dalej, napisz komentarz, albo na twitterze @imnewkate
Mieszkamy niedaleko siebie i spotykamy się prawie codziennie, z każdą chwilą staje się taka jak oni. Zawsze mogą podejść do mnie i pogadać w damskiej sprawie, a ja do nich, w męskiej. Uwielbiam ich za wszystko. Są świetnymi przyjaciółmi i dziękuję Bogu, że ich mam.
~
tak więc, oto prolog. krótki, ale zaraz powinien pojawić się pierwszy rozdział :) (chyba że bd to czytać tylko jedna czy dwie osoby)
jeżeli ci się spodobało lub bd czytać dalej, napisz komentarz, albo na twitterze @imnewkate
BOHATEROWIE
Samantha Bailey
Zawsze uśmiechnięta, miła i pomocna 17-letnia dziewczyna. Ma dwóch młodszych braci. Uwielbia Janoskians (których zna od dziecka), Usher'a i Ne-Yo. Fanka piłki nożnej i koszykówki. Ma talent wokalny.
Janoskians
Daniel Sahyounie, James Yammouni, Jai&Luke&Beau Brooks (17-19 lat) Najlepsi przyjaciele, tworzący komiczne filmiki na youtube.
Olivia Vis
Ogólnie spokojna i cicha 18-latka, leczy przy znajomych głośna, zabawna. Najlepsze przyjaciółka Sam. Pochodzi ze Szwecji. Ma młodszą siostrę. Lubi indie rock i tenisa.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


